|

|
Tytuł: Świt Żywych Trupów (1978) (Dawn of the Dead) Reżyser: George A. Romero Scenariusz: George A. Romero Produkcja: USA, Włochy Czas trwania: 126 min. Data premiery: 1978-09-02 (Świat)
|
W dziesięć lat po nakręceniu pierwszej części trylogii, George A. Romero postanowił ponownie powołać do życia zmarłych i rzucić ich przeciwko zdezorientowanym i wystraszonym ludziom. W końcowym efekcie otrzymaliśmy jeden z najlepszych filmów grozy XX wieku. Do dnia dzisiejszego, praktycznie żaden inny z-movie nie przeskoczył a nawet nie osiągnął pułapu wyznaczonego przez film Romera. Dawn of the Dead to nie film, to religia.
Akcja filmu dzieje się niedługo po pierwszym, zanotowanym zmartwychwstaniu. Cały kraj obejmuje chaos, martwi wracają do życia i urządzają krwawą jatkę a policja i wojsko kompletnie nie radzi sobie z zaistniałą sytuacją. Grupa SWAT wysłana w celu stłumienia zamieszek zostaje rozbita przez dużą grupę żywych trupów. Dwoje z żołnierzy SWAT'u, Peter i Roger, postanawiają uciec z zagrożonego miejsca aby zachować życie. Dołącza do nich para, Stephen i Francine. Razem udaje im się umknąć trupom za pomocą helikoptera, niestety dość szybko kończy się im paliwo i cała czwórka musi gdzieś wylądować. Ich wybór pada na leżący niedaleko supermarket. Ów market staje się dla uciekinierów prawdziwym rajem. Wewnątrz jest pełno jedzenia, ubrań, rzeczy codziennego użytku a także broni i amunicji. Mimo obecności zombies wewnątrz, bohaterowie postanawiają zabarykadować się w jednym pomieszczeniu i organizując co jakiś czas wypad po dobra materialne, przeczekać najgorsze. Niestety nawet w raju bywa gorąco. Po pewnym czasie market odwiedza grupa gangsterów-motocyklistów którzy za wrogów mają jak i zombie, tak i zwykłych ludzi. To dopiero początek kłopotów.
Świt Żywych Trupów prezentuje się wyśmienicie prawie pod każdym względem. Klimat filmu może nie jest już tak niepokojący jak w NOTLD ale mimo to oglądając Dawn, nadal czujemy się osaczeni i wystraszeni. Akcja czasami zwalnia do prawie żółwiego tempa, mimo to nie sposób odczuć tu nudę. Praktycznie cały czas coś się dzieje. Strzelanina na początku, kilka mocnych scen, ucieczka, świetna scena z postojem i te przerażające zombie-dzieci aż w końcu supermarket i kolejne przygody wewnątrz. Nawet zwykłe urządzanie przez bohaterów ich nowego "domu", oglądamy z zaciekawieniem. Niektórzy mogą narzekać że film jest zbyt długi, trwa ponad 2 godziny, ale czy to naprawdę wada ? Muzyka jest jedną z bardziej rozpoznawalnych z tego typu filmów. Włoska formacja Goblin stanęła na wysokości zadania i nagrała naprawdę niesamowity soundtrack który świetnie pasuje do wydarzeń przedstawionych w Dawn of the Dead. Kolejną rzeczą jest charakteryzacja, która niestety nie stoi na przyzwoitym poziomie. Zombie mają tu trochę dziwny odcień skóry, niektóre z nich tryskają różową krwią ... i w końcu większość z nich ma nieskazitelnie czyste ubrania. Jednak ilość żywych trupów jaką nam tu zaserwowano, zdaje się skutecznie spychać wady na drugi plan. Grze aktorskiej nie można mieć absolutnie nic do zarzucenia. Praktycznie wszyscy aktorzy wyśmienicie wczuli się w swoje role. Ich strach, zniechęcenie, determinacja i upór są tak autentyczne że bardzo łatwo przychodzi nam utożsamianie się z nimi i wczuwanie w film. Dodatkowym smaczkiem jest obecność mistrza Toma Savini, który gra przywódcę gangu motocyklistów. Ze swoją nieodłączną maczetą, skórzaną kurtką i wściekłością na twarzy na zawsze pozostaje w naszej pamięci.
Czy film jest wart obejrzenia ? Tak. Czy jest wart wydania na niego 50-60 zł. ? Zdecydowanie tak. Czy jest wart tego żeby wracać do niego co jakiś czas i organizować sobie mały seansik ? Po trzykroć, tak! Znaleźć drugi tak dobry zombie-movie to jak szukanie igły w stogu siana.
Autor: Kuba